Click here to send us your inquires or call (852) 36130518

[ECHO �LONSKA]  [FORUM]  [SERVIS]  [�LONSK]  [RUCH AUTONOMII �L�SKA]

« IMPRESSUM

KONTAKT

post@EchoSlonska.com

4_02/2002

ECHO �LONSKA

« nazot do rubriki Publikacje


„SAGRADA FAMILIA,
czyli kr�tka rzecz o ojczy�nie”

ANONS

Zawsze �yjemy na pograniczu. I jak si� okazuje w �rodku. Przestrze� bliska naszemu sercu jest w gruncie rzeczy przestrzeni� irracjonaln�. Warto�ci, kt�re powinny by� zawsze constans, maj� cz�sto charakter wielko�ci zmiennych. Ale cokolwiek powiedzie� w tym temacie zasada nieokre�lono�ci Heisenberga ma tu te� zastosowanie. Trudno uchwyci� punkt, ale wiadomo, �e jest to tam. Tam czyli gdzie? Czyli tu.Czyli gdzie? Jeste�my zwi�zani emocjonalnie z jakim� miejscem, z jakimi� warto�ciami. Niniejsza podr�, raczej liryczna (cho� nie brak w niej publicystyki) pr�buje z�apa� ten punkt w czasoprzestrzeni. Co oczywi�cie teoretycznie jest niemo�liwe. Tym punktem jest ojczyzna. Cokolwiek dla ka�dego z nas oznacza ten termin. A dla ka�dego co� innego. A dla ka�dego to samo. Nie wiemjak to si� dzieje, �e emocjonalnie bli�sza jest mi Praga i Ostrawa ani�eli Lw�w, czy Bia�a Podlaska. A z drugiej strony trzymam bardziej kciuki za zawodnikiem w bia�o-czerwonej koszulce z bia�ym orze�kiem na piersi ni� za zawodnikiem, czasem wida� to go�ym okiem - lepszym, odzianym w inne kolory. Zatem gdzie mentalnie jest m�j dom? Sto lat temu by�bym obywatelem pa�stwa pruskiego. Teraz jestem obywatelem pa�stwa polskiego. Gdzie za sto lat b�dzie m�j prawnuk? I co to znaczy? By� mo�e pytania, kt�re stawiam, nie s� najszcz�liwsze. By� mo�e, �e odpowiedzi te�. Jednak aby si� o tym przekona�, trzeba by przeczyta� te kilka stron. I je�eli szanowny czytelnik u�miechnie si� z politowaniem i wyrzuci po przeczytaniu niniejsz� ksi��eczk� do kosza, znaczy to, �e tam jest jej miejsce. Natomiast je�eli postawi sobie te same pytania, b�dzie znaczy�o to tyle, i� podr�, kt�r� proponuj� – mam nadziej� nienudn�– by�a warta wysi�ku. Zatem zapraszam.


TROPY

SAGRADA FAMILIA

* * * 
sagrade gaudi buduje
niekt�rzy kr�c� k�ko
w okolicach czo�a
albo pij� wino
i snuj� opowie�ci
o przys�owiowej kr�g�o�ci maryny
sagrade gaudi buduje
ch�opcy bawi� si� w �o�nierzyk�w
strzelaj�c do �ywych tarcz
albo zaprowadzaj� pok�j
w kolorze bia�ym bez klamek
sagrade gaudi buduje
tramwajarz rozje�d�a go na deser
przez nieuwag� albo z po�piechu
(zreszt� gdzie tam staruch �azi�)
sagrade gaudi buduje
dwudziestowieczni dyktatorzy
wraz z kumplami
graj� w ko�ci ze �mierci�
za�enowan� mocno
ich zaanga�owaniem
(acz bez przesady
nie takie rzeczy widzia�a)
itd.
sagrade gaudi buduje
troch� to denerwuj�ce
dla tych kilku
tak zwanych os�b

W roku 1866 ksi�garz Bocabella (jaka szkoda, �e nie bibliotekarz Bocabella) za�o�y� religijne stowarzyszenie pod patronatem �w. J�zefa. Celem tego� stowarzyszenia by�a budowa - z darowizn wiernych i tylko z darowizn - ko�cio�a w skromnej dzielnicy Barrio del Poblet, na obrze�ach Barcelony. Pocz�tkowo budow� zajmowa�o si� dw�ch architekt�w. Jednak�e po rezygnacji jednego z nich i po �mierci za�o�yciela towarzystwa piecz� nad ca�ym przedsi�wzi�ciem obj�� biskup Barcelony, mianuj�c Antoniego Gaudiego architektem �wi�tyni i kierownikiem budowy. By� listopad roku Pa�skiego 1883. Trzydziestojednoletni mistrz katalo�ski wyruszy� w swoj� najd�u�sz� podr�, po�wi�caj�c 43 lata swego �ycia katedrze. Od roku 1914 nie przyjmowa� ju� �adnych innych zlece�. Po kilku latach przeprowadzi� si� nawet do warsztatu mieszcz�cego si� na placu budowy. Kiedy 12 czerwca 1926 roku czterokilometrowy kondukt �a�obny odprowadzi� po raz ostatni jego zw�oki do krypty niedoko�czonego ko�cio�a, w kt�rej za zgod� papie�a zosta� pochowany, ojczyzna kt�r� budowa� z takim pietyzmem i trudem, by�a jedynie zarysem idei. Z trzech zaprojektowanych fasad Gaudi uko�czy� ca�kowicie tylko jedn�, sk�adaj�c� si� z trzech portali symbolizuj�cych Wiar�, Nadziej� i Mi�o��. Dzi� – ponad wiek od rozpocz�cia budowy Sagrady Familii – stoi niewiele wi�cej ni� zarys zewn�trznych mur�w. I cho� budowa ci�gle trwa, nikt nie jest w stanie odpowiedzie�, czy kiedykolwiek zostanie uko�czona. Antoni Gaudi si�gn�� do �redniowiecznej tradycji budowniczych katedr: one r�wnie� nie by�y dzie�em jednego budowniczego, lecz ca�ych ich generacji. �redniowieczna katedra opr�cz klasycznych symboli uto�samiana bywa�a z wysp�, czy enklaw�, kt�ra nie podlega jurysdykcji obowi�zuj�cej poza jej murami. By�a �wiatem sko�czonym – niczym statek na pe�nym morzu. Przyk�ad Antoniego Gaudiego jest chyba ostatnim tak skrajnym przypadkiem cz�owieka kochaj�cego swe miasto, �e ca�y sw�j nieprzeci�tny talent, ca�e swe �ycie zawodowe, pasj� tw�rcz� i wiar� zaanga�owa� w budow� skrzyde�, d�wigaj�c swoj� ojczyzn� ku niebu. Tak dalece zjednoczy� si� ze sw� ide�, �e zar�wno symbolicznie, a zarazem fizycznie jego ojczyzn� zosta�a Sagrada Familia. Antoni Gaudi sta� si� cz�onkiem �wi�tej Rodziny.

PATRIA

* * * 
wi�c je�li nie w j�zyku 
to gdzie jest moja ojczyzna
 
also wenn in der Sprache nicht
 
sonst wo ist meine Heimat
 
a jak niy w jynzyku
 
to kaj

Grecki termin „patria” oznacza rodow�d, rodzin�, ojczyzn�. Zatem patria to korzenie, wi�zy krwi i w szerszym znaczeniu ��cz�ca je idea. Dla ka�dego patria b�dzie czym� innym. Zdawa�oby si�, �e ��cznikiem pomi�dzy patri� i podr�cznikowym znaczeniem ojczyzny (ojczyzna to kraj, w kt�rym si� cz�owiek urodzi�, kt�rego jest obywatelem, z kt�rym jest zwi�zany poczuciem przynale�no�ci narodowej) mo�e by� niemiecki termin „heimat” nieszcz�liwie t�umaczony na j�zyk polski jako „ma�a ojczyzna”. Ale i heimat zawsze zostanie poj�ciem nie do ko�ca zdefiniowanym. Bo co to jest? Dom, w kt�rym mieszkam? Droga z domu do ko�cio�a, czy szko�y? Albo miasto i otaczaj�ca je okolica? Czy mo�e region (a gdzie s� jego granice?), w kt�rym wyros�em. Czy w ko�cu kraj m�j rodzinny? Profesor Idzi Panic w swoim artykule o �wiadomo�ci narodowej mieszka�c�w G�rnego �l�ska w �redniowieczu u�ywa nast�puj�cego motta: „Ojczyzna? To dw�ch, trzech ludzi, kt�rych znam.” Jak�e trafna figura literacka, kiedy na powa�nie zastanawiamy si� czym jest dla nas to wy�wiechtane i do�� patetyczne poj�cie ojczyzny. Dla innego ojczyzn� mo�e by� te� biblioteka (to dopiero patria), albo muzyka (nie k���my si�, kt�ra jest lepsza). A dla niekt�rych mo�e to by� w�a�nie �wiat katedr. Albo rodzina. Zaiste trudne pytanie. Chcia�o by si� sparafrazowa� Wis�aw� Szymborsk�poszukuj�c� odpowiedzi na pytanie czym�e jest poezja „ ...tylko co to takiego ojczyzna. Niejedna chwiejna odpowied� na to pytanie ju� pada�a. A ja nie wiem i nie wiem i trzymam si� tego jak zbawiennej por�czy.” Zatem trzymajmy si� tego, bo ka�dy z nas, cho� do ko�ca nie jest w stanie dookre�li� c� to takiego, nosi przecie� w sercu swoj� w�asn� ojczyzn�, swoj� �wi�t� Rodzin�. Oby ka�dy m�g� zosta� jej cz�onkiem, pami�taj�c, �e jest jak �redniowieczna katedra budowana ceg�a po cegle przez pokolenia.

RODZINA

* * *
moim mistrzem
by� mistrz �lusarski
kt�ry tak pi�knie
potrafi� czarowa�
r�ne kawa�ki metali
a gdy si� zapomina�
czarowa� pi�knie nas
pami�tam wszystko
ca�y trud i b�l
i jego jak chleb
dobrze wypieczone r�ce

Rodzina moja posiada�a g��bokie tradycje niemieckie, cho� rodow�d nazwiska jest typowo polski. Dzisiejsza forma pojawi�a si� – jak podaje w swej ksi��ce Kazimierz Rymut „Nazwiska Polak�w” – w roku 1687 i pochodzi�a od �aci�skiej formy Gallus (tzn. Gall) znanego w Polsce od XII wieku (tym razem id�c za tokiem rozumowania b�ogos�awionego Kad�ubka – kronikarza wielkiego i zacnego jak nie przymierzaj�c Baron M�nchausen – prakorzenie mego rodu mog� si�ga� �redniowiecznej Galii, a gdyby si� tak wysili�, to i Galilei). Ale �arty na bok (w tym miejscu oczywi�cie).

M�j ojciec, Dietrich Galuschka, urodzi� si� 8 grudnia 1935 roku w rodzinie kowala Franza Galuschki i Hildegardy Galuschka z domu Putzka. Jak to bywa�o, w typowo patriarchalnej �l�skiej rodzinie panowa� matriarchat. M�� by� g�ow� i najwa�niejsz� osob� rodu. Ale to �ona sprawowa�a faktyczn� i niepodzieln� w�adz� w rodzinie. Ten stan rzeczy obrazuje anegdota b�d�ca przepisem na szcz�cie rodzinne:

„Na fajerze z okazji „Abrahama” farorz pyto sie Gustlika, kery przez wszystkich uwa�any bo� za chopa co mu si� uda�o z babom. 

–Suchej, mosz ty jaki� prywatny przepis na tak udane ma��e�stwo? 
–Jasne, �e mom. 
–To godej, mo�e pomo�e mi to na kozaniu. 
–Zaroz po �lubie ustalili my z Marikom, �e jak bydom wa�ne, ale tak richtig wa�ne sprawy, to decyduja jo, a ca�o reszta, to �ona.
–No to wiela razy musio� �e� zabra� g�os? 
–Dziynki Bogu, ani razu.”

I dzi�ki Bogu tak by�o w rodzinie mego ojca, bo inaczej nie przetrwa�aby ona czasu II wojny �wiatowej, wyzwolenia sowieckiego i rz�d�w PRL.

Z jednej strony ostoj� mojej rodziny by�a matka ojca, z drugiej matka matki. I cho� r�ni�o je tak wiele, obie by�y jak wyrocznie delfijskie. Kiedy si� jecha�o do jednej z nich, prawdziwie czu�o si� namacalny smak rodziny. Ich domy (mieszkania w familokach) by�y jak te �redniowieczne katedry. Na zewn�trz mog�y przetacza� si� prawdziwe nawa�nice, a tam zawsze by�o tak samo – ci�gle pod blach� kuchennego pieca pali� si� ogie�, nawet latem, kiedy piec milcza�, czu�o si� jego zbawienn� moc. I cho� rodzina by�a r�na (delikatnie m�wi�c), w ich domach wszyscy pokornieli, tak jak na wieczerzy wigilijnej. Baczne oko rodzicielek wy�apywa�o wszystko i ustawia�o w odpowiednich proporcjach - porz�dkowa�o ca�y ten chaos zwalaj�cy si� na ich g�owy. Dietrich, m�j ojciec, by� dobrym duchem obu tych kobiet. By� jak g�ra w pokoju dzen. Niczym czarodziej Gandalf, pojawia� si�, wspieraj�c s�owem, autorytetem i prac�.

Dla mnie by� dachem �wiata.

Dopiero kiedy odeszli do Pana, zrozumia�em, �e �wiat mo�e si� zmienia�. Jakby na to nie spojrze� – �adna epoka nie trwa wiecznie, cho� pocz�tkowo tak mo�e si� wydawa�. Epoki mijaj�. Ale zawsze istnieje ci�g�o��. Ka�da ceg�a w murze mo�e trwa� tylko z innymi.

Kiedy odeszli do Pana, zosta�em obudzony. Poszed�em na plac budowy i podj��em trud budowania. Zacz��em stawia� ceg�y – zrazu niepor�cznie i nieudolnie, z biegiem lat jednak troch� sprawniej, cho� ci�gle topornie. Ale ogarn�a mnie rado��. Ten kawa�ek muru jest m�j. Katedra dalej pnie si� ku niebu.

* * *
my�la�em �e pojecha�e� na wczasy
a ty pojecha�e� do nieba
co poniekt�rzy opowiadaj�
�adne historie o tym ogrodzie
i chyba pi�knie tam jest
pewnie szybko zaprzyja�nisz si� z J�zefem
i razem naprawicie tam kilka rzeczy
(bo nie wszystko – wida� to st�d –
dzia�a tam idealnie)
w wolnych chwilach
mo�esz wpa�� do Franciszka
wy�piewa ci pie�ni
o kt�rych ja nie zd��y�em
b�d� nie potrafi�em
a gdy natkniesz si� na Paw�a
nic nie m�w
on ju� sam uca�uje ci�
za sw�j przepi�kny hymn
kt�rym tu nam by�e�
nami tu si� nie przejmuj
co mamy zepsu� popsujemy
a p�niej do��czymy do ciebie
do was
na razie boli
tak boli wiesz
ci�gle i ci�gle
i je�eli o to chodzi�o
to przeka� Panu
�e wszystko w porz�dku
i w og�le pok�o� mu si� od nas
tato

MATKA

* * *
sztuka ikebany
wymaga mi�o�ci
jak herbata
daruj�ca ba�nie
serce mojej mamy
jest ogrodem
w kt�rym dom
gdzie na p�ce
stoj� r�wno pouk�adane
kubki na mleko

Chcia�oby si� wypowiedzie� wszystko o swojej matce, ale cokolwiek teraz i tu, zawsze jedynie prawdziwie, mo�na tylko tkliwie powiedzie� - matka to matka. Bo jak� miar� mierzy� nieograniczony wszech�wiat? Zawsze obecna na wyci�gni�cie r�ki. T� obecno�ci� szczeg�ln�, w kt�rej pok�j i bezpiecze�stwo, mi�o�� i oddanie. Zawsze niewyczerpane pok�ady zawierzenia i pochwa�y. Ile� razy si� z ni� pok��ci�em, jako ma�oletni g�upiec. Ile� razy nie by�o mnie, cho� powinienem przy niej tkwi� niczym wierny pies. Ile� razy zawiod�em i ci�gle zawodz�. A ona nieodmiennie swoje. To M�J SYN! - m�wi� z dum�jej oczy, gdziekolwiek jest. I cho� nigdy nie b�d� takim synem, jaki widz� jej oczy, z r�nym skutkiem staram si�. To MOJA MAMA m�wi� z dum� tu i teraz. Ta stara spracowana kobieta z grubymi zniszczonymi d�o�mi, zapatrzona gdzie� w okno, jakby wygl�da�a powrotu wcze�niej zmar�ego m�a z pracy, z frasunkiem ukrytym w zakamarkach zmarszczek, to MOJA MAMA. Moja �l�ska mama, c�rka powsta�ca �l�skiego zabitego przez Niemc�w, co to wzi�a sobie za m�a syna artylerzysty z Wermachtu.Kt�r� przeora� werk, jak wcze�niej jej matk�. Kt�ra by�a czortem – jak mawiali s�siedzi z placu. Kt�ra budowa�a sw�j dom od �y�eczki po waz� kryszta�ow� w kredensie. Kt�ra nocami i dniami wystawa�a w kolejkach dla siebie i bliskich. Kt�ra, jak to �l�ska baba, mia�a hopla na punkcie czysto�ci w domu. Kt�ra czasem mia�a ci�k� r�k�. Kt�ra czasem mia�a i ci�k� g�b�. Kt�rej zmar�a zaraz po urodzeniu c�rka, a przyj�cie jedynego syna by�o okupione hazardem ze �mierci�. Kt�ra do ko�ca by�a i jest wierna. Kt�ra – i to jest ta jedna z niepoj�tych dla mnie rzeczy – jest ci�gle t� ma��, ciekaw� �wiata dziewczynk�, wierz�c�, �e b�dzie lepiej...

Moja kochana mama.

�ONA

* * *
moja �ona patrzy na mnie niebieskimi oczami  
gdy skacz�c na jednej nodze
 
wyg�upiam si� na papierze
 
ta jej morska g��bia
 
zachowuje proporcje
 
aby czasem szale�stwo
 
nie upu�ci�o na moj� g�ow� imad�a...

Dobry Pan B�g zes�a� mi �on�, o kt�rej nawet nie marzy�em. C�rka murarza Josefa Blokescha, Niemca spod Raciborza i Heleny Nieradzik, Polki z Nowej Wsi, czyli z Wirku.

Moja urokliwa �ona w niebywa�y spos�b ��czy w sobie godno��, odpowiedzialno�� i powag� z prostolinijno�ci� i dziewcz�c� prostoduszno�ci�. Jest jak kwiat ofiarowany mi, ba – jak ca�y ogr�d, w nagrod� za ci�gle dla mnie nie odkryte zas�ugi. Ka�dy dzie� sp�dzony z moj� �on�, to czas �wi�ty, czas niepoj�ty. Cho� na og� – w tym ca�ym codziennym zamieszaniu – nieu�wiadamiany.

Moja �ona jest in�ynierem. Mog�aby te� by� t�umaczk� lub na przyk�ad wydawc�. A gdyby si� upar�a to i muzykiem. Wszystko to mog�o si� zdarzy�, gdyby tylko nie pochodzi�a ze �l�skiej rodziny. Ale pochodzi�a. Zatem mog�a sko�czy� tylko politechnik�, zostaj�c in�ynierem in�ynierii �rodowiska.

Wi�c dobry Pan B�g zes�a� mi �l�sk� �on�. I kiedy opowiada�em o niejprzyjacielowi z wojska (a dzia�o si� to w przepi�knej miejscowo�ci Lubniewice), nie m�g� uwierzy�, �e jest to mo�liwe. Aby go pogr��y� powiedzia�em mu, �e u nas na �l�sku to normalne. Oczywi�cie by�a to figura literacka – bo takiej �ony jak ja mam, to rzecz jasna nikt – ale jak ka�da figura literacka nios�a w sobie syntetyczn� tre��. �l�skie kobiety, to �l�skie kobiety.

Tradycyjnie te� w mojej �l�skiej patriarchalnej rodzinie panuje matriarchat. Na szcz�cie z elementami demokracji, w ko�cu mamy ju� XXI wiek.

Tak wi�c, wraz z �on�, podj�li�my codzienny trud wznoszenia Katedry. I musz� stwierdzi�, �e w tym towarzystwie jest to dla mnie prawdziwy zaszczyt i nieukrywana satysfakcja.

Krystian Ga�uszka




« zur�ck zur Rubrik Publikacje

[ AKTUELL ]  [ POLITIK ]  [ EKO-NOMIA ]  [ HISTORIA ]  [ Z ARCHIWUM ]  [ KULTUR ]  [ PUBLIKACJE ]  [ MINIATURY ]  [ VITA ]
[ REAKCJE ]  [ DEBATA ]  [ Z FORUM ]  [ INFORMACJE ]  [ HUMOR ]  [ INDEX ]  [ FORMAT-A4 ]  [ ARCHIV-2001 ]  [ SUCHEN ]