Click here to send us your inquires or call (852) 36130518

[ECHO �LONSKA]  [FORUM]  [SERVIS]  [�LONSK]  [RUCH AUTONOMII �L�SKA]

« IMPRESSUM

KONTAKT

post@EchoSlonska.com

8_09/2002

ECHO �LONSKA

« nazot «


Wra�enia II

Na prze�omie czerwca i lipca bawi�em w mej kolebce. Jej asymetryczne kraw�dzie przebiegaj� na linii Opole, Popiel�w, Pok�j, Kluczbork, Olesno, Ozimek, Opole.

Wysiadaj�c z sindbadowskiego autokaru na dworcu g��wnym w Opolu, uda�em si� ulic� Krakowsk� w stron� rynku, aby po kilkunastogodzinnej podr�y zje�� w „Star�wce” ciep�� zup� i pierogi z kapust�. Pada�o.

Na skos naprzeciwko by�ej restauracji „Europa”, kt�rej pomieszczenia zajmuje obecnie niejaki „Donald”, pod ow� ho�� kamienn� dziewk� na agresywnym byczku [1], odbywa�a si� jaka� tam demonstracja. W oczy wpad�y mi liczne transparenty z napisem „SLASK ZAWSZE POLSKI”. Uderzy�o mnie, i� nie by�em w stanie poj�� jego sensu - chocia�, bior�c pod uwag� takie przes�anki jak iloraz inteligencji czy stopie� znajomo�ci polskiej mowy, powinienem. No bo co oznacza: „Sl�sk zawsze polski”? (Nie brakuje w tym zdaniu przypadkiem orzeczenia?)

Gdyby napis g�osi�: „Sl�sk jest polski”, by�by on w swym politycznym znaczeniu trze�wym stwierdzeniem niepodwa�alnego faktu. Gdyby natomiast napisano: „Sl�sk by� zawsze polski” sk�ania�o by to ka�dego wtajemniczonego w arkana historii osobnika do wniosku, i� wykona� go albo ignorant, albo k�amca; s�usznie oburzaliby si� Celtowie jako g��wni nosiciele kultury, kt�ra przez dwa wieki obejmowa�a swym zasi�giem tak�e G�rny Sl�sk. W przypadku, gdyby zdanie na transparencie brzmia�o: „Sl�sk pozostanie polski po wsze czasy” nasuwa�o by si� pytanie, jakie - najprawdopodobniej z innej strony starannie w sercach maluczkich podsycane - tre�ci chce si� nim spot�gowa�. Przecie� jak �wiat d�ugi i szeroki nie wida� na nim nikogo, kto chcia�by Sl�sk Polsce odebra�. Ale: „Sl�sk zawsze polski”?

Mego pierwszego wra�enia, i� napis ten wykonali trutnie dla trutni (bo przecie� nie oszo�omy dla oszo�omionych?!) nie zdo�a�em tak�e po g��bszym namy�le wykluczy�. Rozbawiony tym wnioskiem straci�em zainteresowanie dalszym przebiegiem owej niepotrzebnej demonstracji i pod��y�em dalej w kierunku „Star�wki”. Zar�wno og�rkowa jak i pierogi by�y pyszne.

Dwa nast�pne dni sp�dzi�em w bibliotece Instytutu Sl�skiego. Zo��dek mi si� przewraca� od wszystkich tych bzdur, jakie stworzono o mej rodzinnej krainie i jej najstarszych mieszka�cach zar�wno w okresie komunistycznego ba�wochwalstwa jak i w ostatnim dwunastoleciu; to w�a�nie ton jak najnowszej publikacji wywo�a� m�j najwi�kszy niesmak.

Ot� w drugim dniu mej wizyty w Instytucie, ju� na odchodnym, si�gn��em po aktualny numer miesi�cznika „Sl�sk”. Tak si� z�o�y�o, �e otworzy�em

czasopismo na stronie z listami czytelnik�w. W jednym z nich niejaki pan Henryk Myca da� upust swemu rozgoryczeniu, kt�re to zosta�o mu zgotowane przez Polsk�, w�tpi�c jednocze�nie w opublikowanie swego pisma na �amach „Sl�ska”. W swej naiwno�ci nie liczy� poczciwina z tym, i� pan Tadeusz Kijonka, naczelny „Sl�ska”, opublikuje wszystko, co mo�e jakkolwiek wykorzysta� do demonstracji oraz umocnienia swych stronniczych pogl�d�w co do Sl�ska i Sl�zak�w, zar�wno tych rozgoryczonych jak i tych o niepolskiej �wiadomo�ci narodowej. Riposta pana Tadeusza Kijonki na list pana Henryka Mycy zajmowa�a mniej wi�cej p� strony.

Po jej pierwszym przeczytaniu zaskoczy�o mnie mile o�wiadczenie pana Tadeusza Kijonki, i� jego adwersarz ma uzasadnione powody czu� si� pokrzywdzonym - ale przerazi�o, i� pan Kijonka podpisuje si� bez zastrze�e� pod „Prawd� pi�t� Polak�w”, - kt�ra to, jak i wszystkie pozosta�e cztery „Prawdy”, by�a wprawdzie manifestacj� zagro�onej to�samo�ci w nieprzyjaznym Polakom otoczeniu, ale i p�odem pod�wczas prawie �e wszechobecnego, a jako - tak jest! - cnota odczuwanego szowinizmu, - stawiaj�c j� tym samym ponad dekalog, Kazanie na G�rze oraz has�a Rewolucji Francuskiej.

Jej powt�rna lektura uwidoczni�a mi ca�kowicie ton i istot� tego rodzaju publikacji, w kt�rych to towarzysz� panu Tadeuszowi Kijonce mi�dzy innymi pan profesor Franciszek Antoni Marek, pani doktor Danuta Berli�ska, oraz - last but not least - pani profesor Dorota Simonides, senator RP. Ton �w cechuj� nast�puj�ce „Prawdy”:

  1. Polsko czuj�cy Sl�zacy stoj� moralnie wy�ej od Sl�zak�w niepolskiej �wiadomo�ci narodowej.

  2. Prawy bojownik o tak��e Polsko�� �le uk�on Niemcowi „etnicznemu” jeszcze w ca�kowicie pokpionej sytuacji; Niemca natomiast, kt�rego niemiecko�� wynika nie tyle z krwi (barbarzy�skie podej�cie do sprawy) ile ze �wiadomo�ci (duchowe, post�powe, „wy�sze” podej�cie do sprawy) stara si� przy ka�dej okazji upokorzy�.

  3. Przekonanie, i� mog� Polacy ogromem niemieckich barbarzy�stw usprawiedliwia� w niesko�czono�� „ma�e” polskie barbarzy�stwa. Ka�d� polsk� niegodziwo�� usprawiedliwiaj� pan Kijonka i Co. s�owami: „...bo Niemcy zacz�li”, przeoczaj�c przy tym drobiazgowo fakt, i� teza ta, pomy�lana konsekwentnie do ko�ca, ko�czy�aby si� p�zdaniem: „... bo Kain zacz��”.

  4. Niemo�no�� zaakceptowania przyczyn, kt�re - po wcieleniu do Rzeszy przez ni� w wyniku Plebiscytu utraconej cz�ci G�rnego Sl�ska - sk�oni�y 95% jego ludno�ci do ch�ci podpisania Volkslisty i to ju� na prze�omie lat 1939/1940. W obliczu tego faktu staje si� oczywiste, i� to nie „Ko�donie[2]” zaganiali G�rno�l�zak�w do podpisania Volkslisty.

  5. Niemo�no�� zastanowienia si� nad tym, co to znaczy by� Niemcem po 1945 roku.

W obliczu owych pi�ciu „Prawd” zrezygnowa�em p�ki co z dalszych odwiedzin w bibliotece Instytutu Sl�skiego, aby tak�e w pozosta�ych dniach mego pobytu w kolebce m�c nadal rozkoszowa� si� polsk� kuchni�.

Par� nast�pnych wieczor�w sp�dzi�em nad lektur� ksi��ki z serii „A to Polska w�a�nie”, autorstwa Marka Zybury, zatytu�owan� „Niemcy w Polsce”, a podarowan� mi w dzie� mego przybycia do kolebki przez pewnego pana, z kt�rym jeste�my sobie bliscy.

By�o balsamem na moje typowo niemieckie rany, czyta� w przez Polaka napisanej ksi��ce o istnieniu niemieckiego ruchu oporu w czasie tak kalekim, jak lata II wojny �wiatowej, o wk�adzie niemieckich przybyszy zar�wno w polsk� pa�stwowo�� jak i polsk� gospodark�, kultur� i sztuk�, o warto�ci takich legend jak bitwa na Psim Polu, o tym, i� nie zatracili swego czasu bez wyj�tku wszyscy Niemcy ich cz�owiecze�stwa tylko dlatego, poniewa� byli Niemcami.

Wzmocni� pan Marek Zybura bardzo moj� nadziej� w mo�liwo�� nieskomplikowanego, wolnego, �adnym cieniem nie zas�oni�tego obcowania pomi�dzy Polakami i Niemcami.

Pomniejszymi wra�eniami - jak wycink� starych d�b�w, lip, kasztan�w, bez zast�pienia ich sadzonkami, pisaniem pierdo� w prasie poprzez sk�din�nd atrakcyjne dziewcz�ta oraz mog�cych odda� ba�niowych oficer�w m�odzie�c�w, kt�rzy maj� co prawda zaw�d, ale nie maj� poj�cia, a kt�rych to przede wszystkim oburza wizerunek krzy�a malta�skiego (ale bynajmniej nie na groszu praskim) oraz zas�yszanymi pod opolskim „Realem” epitetami w rodzaju „Tubylec pierdolony!” - z mego ostatniego pobytu w kolebce nie zamierzam Ci�, Drogi Czytelniku, zanudza�.

I tak to, po siedemnastu dniach pobytu, powraca�em z mieszanymi uczuciami z mej kolebki do mojego domu, kt�rego - r�wnie� asymetryczne - podwaliny przebiegaj� na linii Akwizgran, Kleve, Essen, Bonn, Monschau, Akwizgran.

Alfred Bartylla - Blanke

[1] Autor ma na uwadze opolski pomnik po�wi�cony Bojownikom o Polsko�� Sl�ska Opolskiego.
[2] J�zef Ko�do�, burmistrz czeskiego Cieszyna, by� przeciwny zaj�ciu G�rnego Sl�ska przez Polsk�.


 

 


« zur�ck «

[ HOME ]  [ INDEX ]  [ FORMAT-A4 ]  [ ARCHIV-2002 ]  [ SUCHEN ]