Click here to send us your inquires or call (852) 36130518

[ECHO �LONSKA]  [FORUM]  [SERVIS]  [�LONSK]  [RUCH AUTONOMII �L�SKA]

« IMPRESSUM

KONTAKT

post@EchoSlonska.com

8_09/2002

ECHO �LONSKA

« nazot «


WIDOKI

SZKO�A

* * *
wi�c pytasz ci�gle
- c� najlepszym �wiat�em
dla cz�owieka mroku
odpowiadam niezmiennie
- ciemno��

Nie by�em uczniem pilnym. Bo pierwsza szko�a, do kt�rej chodzi�em te� nie by�a pilna. R�ne rzeczy i wydarzenia pami�tam z mojej budy. Tylko nie wiem czy najwa�niejsze. Z racji tego, �e by�em postrzegany jako rozgarni�ty, cz�sto na lekcjach biega�em po papierosy dla nauczycieli, albo po mi�so, kt�re p�niej zawozi�em im tramwajem do domu. (Kto wtedy �y�, wiedzia�, jak pi�kn� i niemal�e magiczn� spraw� by� zostawiony pakuneczek w sklepie mi�snym.) By�em GO��. Mia�em prawo wyboru. Zawsze wybiera�em kogo� z klasy do towarzystwa. By�em g�upi. Zawsze wybiera�em ch�opc�w, a nie dziewczyny. By�em zatem nie�mia�y. W czwartej klasie z nud�w zasypia�em na lekcjach, a rodzice byli wzywani do szko�y i karcono ich za sytuacj� w rodzinie, �e niby w domu nie mog� spa�. Podejrzenia by�y straszne. Ale to nauczyciele pili. Mieli�my nauczyciela tzw. „wuefu” – dzisiaj nazwaliby�my to lekcjami kultury fizycznej – kt�ry (a bywa�o to nierzadko) znika� na pierwszej lekcji w barze piwnym, a my karnieprzekazywali�my sobie boisko i na okr�g�o r�n�li�my w pi��. Nauczyciel nie pojawia� si� ju� do ko�ca dnia. Pi�knie by�o. A kto nie pi�, mia� innego hopla w g�owie. Matematyczka by�a w stanie t�pawym uczniem t�uc o tablic�. Chemiczka te�. Fizyczka nie potrafi�a rozwi�za� zadania z podr�cznika. Geografka, to w og�le temat na powie��. Na szcz�cie poloni�ci robili co mogli. Ale w mojej klasie nie du�o mogli. C�.

Ta moja pierwsza buda powinna by�a mnie nauczy� – jak si� uczy�. Ale nie zrobi�a tego. Du�o rzeczy nie zrobi�a. Pierwsza szko�a, do kt�rej chodzi�em by�a.

Druga by�a trudna, mi�dzy innymi z tego powodu, �e chodzi�em do pierwszej. Ale r�wnie� dlatego, �e sama mia�a k�opoty z sam� sob�. Ale zawsze b�d� j� wspomina� z sentymentem. Tam w czwartej klasie, pozna�em moj� przeurocz� �on�. Przez trzy lata mijali�my si�, ale dopiero w klasie maturalnej przeszy�a nas s�ynna strza�a, kt�ra trzyma nas do dzisiaj. I – co jest nieustaj�cym cudem - trzyma coraz bardziej.

I w ko�cu studia. Dobry Bo�e. Kto wtedy nie studiowa�, ten nie jest w stanie uwierzy�.
A teraz uwaga - po tym wszystkim zosta�em nauczycielem.
Jak�e du�o si� wtedy nauczy�em, dzi�ki uczniom oczywi�cie. I tylko dzi�ki nim.
W ko�cu szko�a to szko�a.
Na szcz�cie dla uczni�w i nauczycieli ju� nie ma mnie w szkole.

KO�CIӣ

* * *
w moim �w. mie�cie er
u wawrzy�ca
w ciemnej nawie bocznej
babulinka przetacza szeptem
paciorki zm�czonego r�a�ca
by� mo�e jest jak ten atlas
- sp�kane sklepienie
gotyckiej �wi�tyni
podtrzymuje na swych
pochylonych plecach -
by� mo�e
krzy�owe sklepienia
na swych po�amanych barkach
d�wigaj� ci�ar jej modlitwy
by� mo�e
gildia
budowniczych �wi�ty�
nie zadaje pyta�
nie szuka odpowiedzi
gildia
budowniczych �wi�ty�
robi swoje

Jestem katolikiem. Nie, jak tylu moich wspania�ych przyjaci� protestant�w, �yd�w czy ateist�w. Jestem katolikiem. Jak m�j ojciec, ojciec mego ojca i jego ojciec. I gdyby by�a to tylko tradycja, jad�bym na wigili� karpia, moczk� i makowki i chodzi� na pasterk�. Ale ja te� jem karpia, moczk� i makowki na wigili� i chodz� na pasterk�. I nie jest to tylko tradycja. I nie jest to kwestia przestrzegania sakrament�w, ilo�ci pope�nianych grzech�w, czy sprawiedliwej postawy chrze�cija�skiej.Nie jest to kwestia noszenia krzy�a i ci�g�ego �wiadectwa w�r�d innych. Jest to kwestia �wiadomo�ci. I cokolwiek zrobi� – dobrego i z�ego, wiem, �e stoj� ci�gle przed Bogiem. A B�g patrzy na ko�ci�, kt�ry buduj� w sobie i wok�. „A kto jest bez winy, niech rzuci kamieniem” Nie rzucam. Zbieram je i robi� swoje. B�g te� nie rzuca i zrobi swoje. Winnetou (kto dzi� pami�ta, tego czerwonego brata) nawr�ci� si�, kiedy s�ysza� po�udniowe bicie dzwon�w na „Anio� Pa�ski”. Ja nawracam si� ilekro� wejd� do ko�cio�a. Najlepiej starego. I nie musz� si� modli�. W ka�dym z nich nagromadzi�o si� tyle modlitw, �e niemal�e je s�ysz�. Siedz� sobie cichutko i pokorniutko, z otwartymi szeroko oczami lub p�przymkni�tymi, albo zamkni�tymi i s�ucham. I s�ucham. I s�ucham.

M�j ko�ci� to siostry i bracia moi. Kt�rzy byli przede mn�, s� teraz i b�d� po mnie. Kt�rzy deptaj� ci�gle t� sam� �cie�k� do �wi�tyni, do pracy, do domu, do �wi�tyni, do pracy, do domu... Kt�rzy nie rzucaj� kamieniami, a tylko u�ywaj� ich jako budulca. Kt�rzy codziennie terminuj� na placu budowy u Boga, �wicz�c znaczenie s��w: przebaczenie i mi�osierdzie. Kt�rzy wiedz� jak Pawe� z Tarsu, i� trwaj� wiara, nadzieja, mi�o��, te trzy: z nich za� najbardziej mi�o��. Kt�rzy wierz�, �e mog� zosta� jak J�zef, Maryja i Jezus – �wi�t� rodzin�.

M�j ko�ci� to ko�ci� pod wezwaniem �w. Wawrzy�ca - opiekuna biedak�w (a kt� nim nie jest?) – w Wirku. Neogotycka �wi�tynia, kt�ra ju� dawno mia�a si� rozpa��. A kt�ra trwa i trwa, i ma si� coraz lepiej. To w tym ko�ciele by� chrzczony m�j ojciec i moi synowie. To w tym ko�ciele dostrzeg�em dziedzictwo, kt�re zostawili nam nasi ojcowie. I by� to prawdziwy cud.

BIBLIOTEKA

S��w modlitewnych kilka do �w. Wawrzy�ca
niech �wi�te bramy bibliotek pozostan� �wi�te
w ka�dym mie�cie wsi i przysi�ku
niech �ywio�y
a przede wszystkim nierozumny cz�owiek
nie czyni� szkody
niech twoje �wi�te bramy
pozostan� ci�gle otwarte
daj�c schronienie rozumnym
przed �arem s�onecznym i �niegiem
przed na wietrze faluj�cym nieporozumieniem
i niech �cie�kiprowadz�ce do bram
s� wci�� na nowo deptane
a bibliotekarzom wybacz
smutek stoj�cych na stra�y czasu
a szaty ich niech pozostan� szare
a ich puste pe�ne r�ce
niech b�d� jak od deski do deski
nieprzebyte przestrzenie
gdzie gwiazdy na zawsze
pozostan� bia�e
a trawa zielona

Psyches iatreion (z grec. sanatorium dla umys�u) – g�osi� napis na portalu Biblioteki Aleksandryjskiej, najbardziej znanej, ale nie najstarszej biblioteki �wiata staro�ytnego. A najpi�kniejsze w tym wszystkim jest to, i� min�o kilka tysi�cy lat i nic w tre�ci wykutego w kamieniu has�a si� nie zmieni�o.Troch� zmian zasz�o w formie gromadzonych zbior�w bibliotecznych, to jest no�nika, na kt�rym zapisywano przechowywan� i udost�pnian� my�l ludzk�. Na pocz�tku by�y to wypalane gliniane tabliczki, nast�pnie papirus, pergamin, papier, ta�ma magnetyczna i w ko�cu no�niki cyfrowe. Ale idea zosta�a ta sama. I niewa�ne czy gmach biblioteki przypomina� w formie �wi�tyni�, czy by� to pa�ac patrycjusza lub magnata, czy zwyk�a wiejska izba, albo nawet prozaiczny autobus, by�o to i ci�gle jest swego rodzaju prawdziwe sacrum ludzko�ci. Czyli u�wi�cone miejsce. Najwspanialszy wynalazek ludzko�ci, bez kt�rego �adna cywilizacja nie mia�aby szans powodzenia. Specyficzna katedra budowana przez my�l i dla my�li. Ceg�a po cegle – jedna przypominaj�ca ledwo co obrobiony kamie�, inna finezyjnie dopracowana pokryta bogatym zdobieniem, jeszcze inna maj�ca form� i ci�ar wielkiej p�yty. Z mozo�em – ka�da z nich – uk�adana, doklejana, a czasem tylko pozornie sk�adowana. Wszystkie jednak powi�zane niewidzialnym spoid�em, a ka�da pochylona w sobie, sk�adaj�ca ho�d wszystkim s�siednim. Z czego wyrasta swoista Wie�a Babel. Czasem dos�ownie. Pokorny szept j�zyk�w zakl�ty w kodeksach, buduj�cy nieustaj�c� pie��. Pie�� silniejsz� ni� d�wi�k tr�b jerycho�skich, mog�c� powali� g�ry lub wysuszy� morza. Mog�c� r�wnie� unie�� cz�owieka w kosmos. Niejednokrotnie b�d�ca sama w sobie doskona�ym tematem na now� pie��, jak w utworach J. Borhesa, notobane ociemnia�ego bibliotekarza, kt�ry jak L. Beethoven, doskonale porusza� si� w swoim ukochanym labiryncie, czy tekstach kongenialnego erudyty i naukowca U. Eco.

Jak�e cz�sto niestety bywa�o, i� biblioteki niszczono, burzono, a ksi�gozbi�r na og� palono. Czasem dla chwa�y, czasem ze zwyk�ej g�upoty, czyli barbarzy�stwa. A czasem przez zwyk�y przypadek. I dzia�o si� tak pod ka�d� szeroko�ci� geograficzn�, aby nikt przypadkiem nie czu� si� bez winy. Niestety i w naszym ogr�dku zdarza�y si� akty barbarzy�stwa – jak�e by�em zdziwiony, �e nikt nie by� w stanie odpowiedzie�, co si� sta�o z ksi�gozbiorami niemieckich publicznych ksi��nic tak zacnych grod�w g�rno�l�skich jak Bielsko, Cieszyn, Racib�rz, Katowice, Gliwice, Bytom itd.Na ten temat nie pojawi�a si� �adna ksi��ka, �adne opracowanie naukowe, nie powsta� �aden artyku�. Na przezacnym uniwersytecie w Katowicach (Wydzia� Historii lub Katedra Bibliotekoznawstwa) nie powsta�a �adna dysertacja w tym temacie, cho� w niejednej pracy troskliwie pochylano si� nad problemem ksi��ki w Niemieckiej Republice Demokratycznej. W obecnych polskich bibliotekach publicznych tych zaiste wspania�ych grod�w na ten temat nie wie si� zupe�nie nic. Zatem cisza. Pompeje znikn�y pod law�. Pewnie tamta ksi��ka niemiecka by�a zwyk�� prostack� nic nie wart� makulatur�. Ale co tam ksi��ka. Wtedy dosta�o si� nawet temu faszy�cie z bo�ej �aski kompozytorowi R.Wagnerowi.

Na szcz�cie biblioteki jak choroba zawsze wraca�y. I niech nikt si� nie �udzi, �e nie b�d� wraca�y. Zawsze b�d� tym u�wi�conym miejscem, katedr�, oaz� wolnego, nieskr�powanego �wiata my�li. Bo jak m�wi polski noblista Cz. Mi�osz ”Ty, kt�ry my�lisz o nas: �yli tylko z�udzeniem. Wiedz, �e nigdy nie zginie nasz r�d. Ludzi Ksi�gi”.

W filmie „City of Angels” ameryka�skiego re�yseria Brada Silberlinga anio�owie �yj� w�r�d nas, tylko nie mo�emy ich dostrzec naszymi u�omnymi ziemskimi zmys�ami. Jest jednak miejsca, w kt�rym te nieziemskie istoty przebywaj�, kiedy nie wype�niaj� swej misji. Tym miejscem jest oczywi�cie biblioteka. Najprawdziwsza ojczyzna anio��w.

Jak�e zazdroszcz� tym wszystkim pracownikom bibliotek.

Jak�e zazdroszcz� sobie.

POEZJA

* * *

poeta nie musi si� zna� na stolarce
ani nawet na geografii
o fizyce wsp�czesnej
czy robieniu pierog�w nie wspomn�
nawet nie musi si� zna�
na ortografi - i czy jest lub nie
mo�e ale nie musi
poeta nie musi si� zna�
na odpowiedziach
a tym bardziej
wbrew powszechnemu przekonaniu
na stawianiu pyta�
obca mo�e mu by�
wiedza konstrukcyjna
czy teoria literatury
(a i lepiej �e nie ma o niej
�adnego koloru poj�cia)
literat powinien
poeta nie
jedyne na czym musi
to na kamieniach i piasku
i na niczym wi�cej


Jestem poet�. Nale�y przyzna�, i� wyznanie to kosztowa�o mnie sporo wysi�ku. Bo napisa�em to z niejak� dum�, ale i zak�opotaniem, czy nawet wstydem. A mo�e i r�wnie� ze zdziwieniem, bo to chyba mowa o kim� innym.

Jestem poet�. To znaczy kim? Najbezpieczniej by�oby odpowiedzie�, �e osob� pisz�c� wiersze. Tak jak szewc jest osob� robi�c� buty. Zatem co z tego wynika. Nic. Robota jak ka�da inna. Tyle �e artystyczna. I tu dopiero zaczyna si� taniec siedz�cego w ciemno�ciach. Bo zar�wno poeta jak i artysta maj� konotacje pozytywne – osoby wiedz�ce i czuj�ce lepiej, subtelniej, gdzie� na skraju bosko�ci, a zarazem terminy te wyzwalaj� odczucia do�� pejoratywne – znacz�ce tyle co wariat, g�upek, nieudacznik. Ale jak tu by� artyst� na pocz�tku XXI wieku, kiedy poprzednie stulecie ca�kowicie przenicowa�o sztuk�. Arcydzie�o malarskie zderzy�o si� z bia�ym p��tnem, idealny wiersz odbi� si� od bia�ej niezapisanej, kartki, utw�r muzyczny zr�wna� si� najpierw z kakofoni� chaotycznych d�wi�k�w, a nast�pnie z cisz�, itd. P�niej poczynania awangardy zwariowa�y. Sztuka zamiast budowa� sta�a si� si�� destrukcyjn�.

Najpierw niszcz�c� sama siebie, a nast�pnie wszystko dooko�a. Bo kiedy zjad�a w�asny ogon zacz�a uderza� byle mocniej i byle g�o�niej. A kiedy s�uch i wzrok zgromadzonej gawiedzi st�pi� si�, arty�ci, tak zwani koryfeusze sztuki, uderzali jeszcze mocniej i jeszcze g�o�niej ni� poprzednio. Staj�c si� w ko�cu bardziej operetkowymi bokserami, ani�eli pomaza�cami. Sacrum zosta�o utopione w szczynach idiot�w i g�wnie prostytutek. Tak jak wcze�niej, bez wi�kszego rozg�osu profanum zosta�o najpierw zgwa�cone, a p�niej wdeptane w chodnik. I tak narodzi� si� postmodernizm, czyli czasy postsztuki (momentami wybitnie b�yskotliwej – jak jasna cholera).

Tak wi�c jestem poet�. Niepoetycki z jednej strony i z drugiej strony te� niepoetycki. Czyli bardziej niepoeta ni� poeta. Jednak po tej nawa�nicy XX wieku na szcz�cie zosta�a jeszcze strona �rodka.Chowam si� tam, chc�c od czasu do czasu odetchn�� inaczej, czyli od nowa po staremu. Czyli inaczej. Po staremu.

Zatem jestem poet�. Uk�adam wiersze ze s��w, jak najbardziej stroni�c od wszelkiego rodzaju tak zwanych �rodk�w artystycznych, cho� czasem wpadam w balkon p�tli, czy inne artystyczne be�kocenie. J�zyk niemal�e niepoetycki, bardziej proza zbli�aj�ca si� do granicy bana�u, w swojej strukturze przypominaj�ca mow� potoczn�. A wszystko po to, aby gdzie� tam na drugim planie, troch� nie�mia�o i jakby mimochodem, pojawi�a si�, pocz�tkowo zupe�nie niewidoczna, zamy�lona buzia poezji z jej roz�arzonymi, szeroko otwartymi oczami. Aby czytelnik u�miechn�� si� podczas czytania tym swoim u�miechem wewn�trznym, uwalniaj�cym u�pione do tej pory buduj�ce fluidy, kt�re wtedy, w znany sobie spos�b, zaczynaj� powolutku sp�ywa� po kr�gos�upie, s�cz�c si� o�ywczo do ca�ego cia�a. Tyle teoria.

Praktyka, jak to praktyka. Praktykuje cz�sto jak praktykant (mia�a by� raca �wietlna, a wysz�a graca, jak to na og� bywa).

Uk�adam mur z wierszy. Katedra potrzebuje ka�dego budulca. Ten nie jest taki z�y. A kto wie, czy nie najlepszy.

I jeszcze zasadnicze pytanie, na kt�re poniek�d odpowied� pad�a powy�ej – Co to jest poezja?

Poniek�d. Moja katedra. I moje pogmatwanie. I moje zmartwychwstanie.

Poniek�d nie ma na takie pytanie odpowiedzi.

* * *

ju� dawno mi si� nie zdarzy�o
oj dawno i chyba na wiosn�
ale dzisiaj o sz�stej rano
w moim mieszkaniu w bloku
o kt�rym m�wi� mr�wkowiec
mo�e dlatego �e pe�no w nim
mr�wek faraona
a czemu one faraona
nie wiem - mo�e przysz�y z piramid
co by�oby jak�� tam pociech�
ale niech to
wi�c w tym moim mieszkaniu
a dok�adnie w kuchni
kocha�em si� znowu bez po�piechu
z szymborsk�...
po wszystkim zapali�em papierosa
nie �eby co� utrwali� albo rozpami�ta�
ile z ciszy kt�ra przysz�a ze wszystkich stron
zaci�ga�em si� powoli
s�ysz�c trzeszczenie tytoniu
i op�r klejonej bibu�ki
s�ysz�c wiatr
wiej�cy gdzie� daleko w g�rach
co by�o oczywi�cie niemo�liwe
bo przecie� cisza
po papierosie przysz�a pora na herbat� yunan
w zwyczaju barbarzy�c�w z cukrem
w sumie nie wiem jak i po co o tym
te moje kilka banalnych s��w
mo�e z zazdro�ci
a mo�e z zachwytu
a mo�e
co jest najbardziej prawdopodobne
z tej trzeciej �rodkowej strony

KATEDRA

Europa
mityczna arkadia
miodem i mlekiem
zlana krwi�
mo�e po�wi�cona
(ale �eby a� tak)
wielka jak �wiat
a taka ma�a
delikatna
tak odmienna
i sprzeczna
tak szalona
mo�e szale�stwem
starej wariatki
w r�owym ortalionie
jakby uspokojona
albo zasypiaj�ca
albo
co jest najbardziej
mo�liwe
okrzep�a
i cho� nic z tego
patrz�c na te jej
nieustanne
wyg�upy
ten pomys�
wydaje si� by�
najlepszy

�l�sk obecnie le�y w granicach Polski. Od kiedy pami�tam zawsze tak by�o. Pa�stwo polskie towarzyszy�o mi ze swoj� histori�, legendami i mitami, ze swoj� walk� i wielko�ci�, ale r�wnie� ze swymi upadkami i momentami przera�aj�cymi. Przepi�kny j�zyk i kultura polska by�a zawsze ze mn�. A koncepcja Kr�lestwa Obojga Narod�w, cho� narod�w by�o ca�e mn�stwo, by�a jak balsam, jak idea nios�ca pokr�con� dusz� ludzk� do gwiazd. By� mo�e ta idea uwiod�a Wojciecha Korfantego, czy jak chc� Niemcy Adalberta Korfantego i ca�� elit� powsta�czo – plebiscytow�. Bo przecie� nie m�g� to by� poziom cywilizacyjny mieszka�c�w Polski, kt�ry delikatnie m�wi�c odbiega� znacznie oddu�o wy�szych standard�w europejskich, czyli �l�skich. By� mo�e. W ko�cu jednak sta�o si�. Ca�y �l�sk wr�ci� (cokolwiek oznacza ten termin) do Polski po II wojnie �wiatowej. Jednak udowadnianie, i� ziemie te zawsze by�y polskie, w zwi�zku z czym wr�ci�y one do macierzy, jest zwyk�ym nadu�yciem. To tak jakby przekonywa�, �e ziemie utracone r�wnie� wr�ci�y do macierzy (tylko jakiej?). A je�eli nie, to mamy do czynienia z filozofi� Kalego. Z drugiej strony udowadnianie, �e ziemie te s� niemieckie i powinny zosta� przy��czone do Niemiec, jest dok�adnie tak� sam� bredni�. Obecny stan rzeczy jest konsekwencj� sytuacji politycznej, kt�ra zaistnia�a po ostatniej wojnie �wiatowej. Je�eli rozp�tuje si� szalon� wojn� i przegrywa j� si� z kretesem, nale�y ponie�� tego konsekwencje. Gdyby hitlerowskie Niemcy wygra�y t� wojn� nie by�oby tematu. Rozumiem, �e to boli (Niemc�w), ale taka jest rzeczywisto��. Podpisano uk�ady mi�dzypa�stwowe i koniec. Na dzisiaj oczywi�cie. W niedalekiej ju� przysz�o�ci, miejmy nadziej�, oba pa�stwa – Niemcy i Polska – b�d� w Unii Europejskiej (gdzie� tu obija si� idea Korony). I rozwi�zanie to dla �l�ska jest najlepsze. Za sto lat lub dwie�cie mo�e by� inaczej. Teren �l�ska mo�e nale�e� dajmy na to do Chin lub Iranu. Lub innego tworu pa�stwowego. Kto to wie. Ale sytuacja na dzi�, na szcz�cie jest taka jaka jest. Jednak ci�g�e udowadnianie na si��, �e te kilkaset lat wp�yw�w germa�skich s� nic nie znacz�cym fragmentem dziej�w tej ziemi jest w istocie rzeczy zabawne.

Fakty s� nieub�agane. Przez te kilkaset lat by�a prowadzona permanentna germanizacja tych ziem. I nale�y przyzna� do�� skuteczna. Nigdy jednak �ywio� niemiecki (c� za ciekawa figura literacka) nie eksmitowa� ze �l�ska w trybie pilnym kilku milion�w Polak�w. Nie mo�na jednak tego powiedzie� o Polsce. Kto� mo�e powo�ywa� si� na sprawiedliwo�� historyczn�, i� po bestialsko prowadzonej wojnie Niemcom si� nale�a�o, to co sta�o si� po roku 1945. Acz nale�y pami�ta�, �e kategoria sprawiedliwo�ci historycznej jest kategori� czysto literack�. Repolonizacja pozosta�ych mieszka�c�w, tak zwanych autochton�w, zamieszkuj�cych g��wnie tereny G�rnego �l�ska, by�a pozbawiona tak samo skrupu��w, jak uprzednia germanizacja. Wsp�ziomkowie moi nie s� nic lepsi i nic gorsi. Na szcz�cie.

Pomys� z Uni� Europejsk� rozwi��e jeszcze jeden k�opot. Relacje mi�dzy pa�stwem polskim i bratnim, s�owia�skim s�siadem, czyli Czechami. W ko�cu ksi���ce miasto Cieszyn, czy jak chc� bracia zza Olzy Teszin, jak bywa�o to, znowu nie tak dawno, stanie si� jednym nie podzielonym grodem, le��cym w Polsce i w Czechach, czyli na �l�sku.

Unia Europejska jest jak katedra budowana wsp�cze�nie na tym naszym um�czonym kontynencie. Proces jest powolny, uci��liwy i momentami wyczerpuj�cy. I by� mo�e nic z tego nie wyjdzie. Ale pomys� jest na tyle wielki i wspania�y, �e warto pr�bowa�. I to jak bardzo. Bo je�eli nie to, to co? A je�eli nie teraz, to kiedy?

Mo�e ka�dy owoc musi dojrze�. Mo�e du�o krwi w rzekach musi up�yn��, aby prowadzona wojna zako�czona zosta�a pokojem. Co te�, wszystko na to wskazuje, jest jedynie figur� literack�.

Niszczy� jest �atwiej i na pewno efektowniej - budowa� jest trudniej. I cho� brzmi to jak wybitnie zu�yty frazes, powtarzany do znudzenia jako pewnik, jakby si� nad nim g��biej zastanowi�, okazuje si�, �e pomimo wszystko, akt budowania, jest trwalszy i niezwyci�ony, ni� burzenie, kt�re przecie� jest tylko negatywn� form� budowania. A budowniczowie grubi i chudzi, fioletowi i be�owi, garbaci i modelowi zawsze znajd� wsp�lny j�zyk. I przystawi� swoj� ceg��. I cho� budowanego gmachu pocz�tkowo nie wida�, skok w gwiazdy jest ju� przeczuwany. M�wi� o tym ptaki i zwierz�ta w lesie oddalonym na rzut kamieniem. Tylko ludzie nie potrafi� jeszcze zobaczy�. Ale to tylko kwestia czasu.

Pa�stwa przemijaj�. Cesarstwa padaj�. Cywilizacje znikaj�. �wi�te miasta stoj� dalej. Czasem wniwecz zamienione, w czarodziejski spos�b odradzaj� si�, podejmuj�c niem� pie��. Pie�� budowania katedr.

* * *
w knossos jak zwykle ciep�o
i s�odko
jak w opowie�ci o pocz�tku
kandyzowane soki
oblizuj� z cia�a
p�nagie kobiety
pod okiem nad wyraz
kszta�tnego byka
w knossos jak zwykle ciep�o
i t�oczno
jak na praskim rynku
ten sam kolorowy t�um
jedni le��
inni lec�
mo�e w kosmos
jak syn dedala
mo�e nie
w knossos jak zwykle ciep�o
i duszno
kolejne cienie
umykaj�c w histori�
przenikaj� w przysz�o��

OGR�D

Dom
stary dom na wzg�rzu
oswajam
puste przestrzenie
wielkie sale
labirynt korytarzy
i zakamarki
a tak�e tajne przej�cia
i zapachy
oswajam
jak pies pana
jak dziecko
�wiat odkrywany
ci�gle i ci�gle
przede wszystkim na staro
gdy si� zwie�czy
b�d� jak on wiekowy
pe�en sal i labirynt�w
gdzie wszystkie zapachy
znajd� swoje miejsca
wtedy bez gonitwy razem usi�dziemy
w ogrodzie na wzg�rzu
kt�ry ma smak zio�owej herbaty
i �liwkowych konfitur
tam przy stole pod kasztanem
zostawimy pootwierane drzwi
dla tych naszych kilku go�ci
i resztki na talerzu
aby ptaki wiedzia�y gdzie jest ich dom
- zaci�gam si� papierosem
popi� nieopatrznie
l�duje na wykrochmalonym obrusie
mucha buczy przed nosem
wiatr czesze korony drzew
dzieci robi� miny w oknie
taak
tak to wygl�da
nie inaczej

Tak si� szcz�liwie zdarzy�o, �e mieszkam ostatnio na kopalni. Brzmi to troch� dziwnie, ale tak to wygl�da. Szybu ju� oczywi�cie nie ma, poniewa� zosta� rozebrany i by� mo�e przetopiony w pobliskiej hucie. I na szcz�cie nie na armaty. Osta�y si� zabudowania – pa�acowe hale, kt�re przygarn�y r�nego rodzaju firmy – od hurtowni piwa do warsztat�w samochodowych. Jest jeszcze ten m�j nowy, stary dom, do kt�rego wje�d�a si� przez bram� kopalnian�, o czym za�wiadczaj� skrzy�owane m�otki – symbol g�rniczy – pomalowane na zielony kolor (bo jak�e inaczej). I w ko�cu ten dom do�� sfatygowany i do�� poobijany, niczym ��w morski pozbawiony od bardzo dawna wody. Ale gdy si� przyjrze�, gdzie� tam w detalach, skrywa si� jeszcze urok i pot�ga minionej chwa�y. Jest jak symbol. Tego wszystkiego o czym �piewa�em i o czym chcia�bym, tylko nie starcza mi si�, talentu, b�d� cierpliwo�ci. Jest jak dobra przysta�, z kt�rej w pokoju mog� wyrusza� na wyprawy, poniewa� kotwica jest tak mocna, �e po linie, nawet w najwi�kszy sztorm trafi� do domu. Jest jak ogr�d we wrze�niowy poranek. Po kt�rym przechadzam si� i zbieram jab�ka, czasem si�gaj�c po kt�re�, a sok sp�ywa mi po wardze i palcach. Kiedy jestem w �rodku s�ysz� bzykanie ciszy. S�ysz� w ko�cu siebie. Jestem tu i teraz. Dla was synkowie moi i dla was przyjaciele. Jest �ech tu – i znaczy to dla mnie bardzo du�o.

Tak si� szcz�liwie zdarzy�o, �e mieszkam ostatnio na kopalni.

Krystian Ga�uszka

z ksion�ki "Sagrada Familia",
www.gall.terramail.pl/sagrada.htm


 

 


« zur�ck «

[ HOME ]  [ INDEX ]  [ FORMAT-A4 ]  [ ARCHIV-2002 ]  [ SUCHEN ]